(PL)
Pojawiają się około 19.00 albo
później. Samochód dostawczy, przed nim
prostokątna wanienka pod rożen, na kilkanaście kiełbas na raz. Menu wąskie, acz specjalistyczne: kiełbasa, bułka, musztarda. Można wybrać zestaw z oranżadą lub bez. Nikt nie grymasi, że nie ma na przykład piwa. Wielu oranżada
pachnie sentymentalnie przyjemną stroną przeszłości. Tą, kiedy za komuny z radością chłeptało
się, jako dziecko, czerwoną czy żółtą oranżadę z butelki czy woreczka.
To jest miejsce pod Halą Targową
na Grzegórzkach, gdzie w dzień normalnie toczy się życie, handlują kioski, budki i sklepy, a przez wiadukt górujący nad placem pędzą pociągi. Wieczorem to
wszystko cichnie, zwija się i gaśnie. Zjeżdżają się Krakowianie na kiełbaskę.
Widać ten dostawczak z daleka, czasem ognia trochę błyśnie. Stoi się w
kolejce, która liczy sobie i po kilkanaście osób, potem stoi się przy stoliku
obok i się je w milczeniu, czasem ciasno, ramię w ramię. Niektórzy biesiadują
koło swoich samochodów, kładąc tacki na masce, żeby pokroić kiełbasę. Inni odgryzają po kawałku nadzianej na widelec, bez obciachu.
W Rynku Głównym i na Kazimierzu
pełno knajp, ale niektórzy tam już nie zdążyli, zmęczeni po pracy, siłowni, po
spotkaniach. A niektórzy mają ochotę nie tylko na ten smak tutaj, ale mają chęć
znaleźć się w środku obrazka, na środku placu pod Halą, w przypadkowym
właściwie, nieistniejącym na mapie turystycznej miasta, miejscu. Mieszkaniec
Krakowa, nawet jak tamtędy tylko przejeżdża nie zatrzymując się na jedzenie,
to odruchowo popatrzy, czy sprzedawacy kiełbasek są? Są!
A jeśli ich nie ma, to dlaczego?
Za wcześnie? Mają urlop? Krakowianie lubią to, że oni tam stoją wiecznie i te
kiełbaski pieką, bo to jest dla wtajemniczonych. I do trzeciej w nocy. Jeśli pomyśleć,
gdzie się zebrało trochę ludzi w Krakowie nocą, to na pewno znajdzie się kogoś
w Rynku Głownym i parę postaci tam, maczających chleb w musztardzie.
Jeśli zajrzycie tam jako turyści,
patrzcie z daleka. Przyjrzyjcie się tak, jak się przygląda legendzie, która się
dzieje "tu i teraz" i o której wnuki waszych krakowskich rówieśników kiedyś sobie
opowiadać będą… że były takie pieczone kiełbaski pod Halą Targową na Grzegórzkach…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz