czwartek, 6 stycznia 2022

Jak w godzinę piętnaście stać się lżejszym w Krakowie

PL

Załóżmy, że jesteś w Krakowie trzy dni i w planie rozpisanym na ten czas, masz do zagospodarowania 75 minut. To wystarczy na spacer dookoła Plant. Albo na posiedzenie z dobrym espresso w którejś z kawiarni w Rynku Głównym. Albo na masaż. Taki, który spowoduje, że wychodząc ze SPA, masz wrażenie, jakbyś był lżejszy o dziesięć kilo. Zrelaksowane ciało i umysł. 

Opis na stronie mówi, że to masaż skupiający się na redukowaniu napięć mięśniowych, odprężaniu całego ciała, eliminowaniu bólu pleców, szyi, karku, czy barków, poprawienie krążenia oraz na wyciszeniu emocjonalnym masowanego. Wszystko to wzbogacone o odprężającym masaż twarzy, szyi, dekoltu oraz głowy. Rzecz nazywa się:

Masaż firmowy Tomasza SPA (75 minut 240 zł)

Zestaw uwzględniający i stopy i barki z karkiem i twarz - jest ideałem. Rzadko spotyka się te trzy fragmenty ciała razem w jednym masażu. Jest świetnie zorganizowany, bo prócz tych kluczowych miejsc, mieści się w nim czas dla nóg na całej długości i dla kręgosłupa. Według mnie, na bazie doświadczeń, zaprojektowanie masażu tak, aby w 75 minutach ulokować taki pakiet, jest niezłym popisem logistycznym.  

Po zakończeniu warto wpaść obok do Milkbaru, na kotlet lub naleśniki, tak świeże, że to się aż rzuca w oczy. Albo w usta.  

www.tomaszaspa.com.pl na Tomasza 24/9 

oraz 

Milkbar na Tomasza 24


wtorek, 1 lipca 2014

Sukiennice

(PL)
 
Na środku Rynku Głównego stoją charakterystyczne dla Krakowa Sukiennice. W XIII w książę Bolesław Wstydliwy w wielkim przywileju lokacyjnym dla miasta wyznaczył jego plan, z miejscem handlu w samym środku. Wkrotce potem wybudowano ratusz, wagę miejską, postrzygalnię, smartruz, jatki oraz kramy. Handel cennym suknem z Flandrii i Niemiec odbywał się w dwuszeregu kramow, ustawionych środkiem rynku w uliczkę. Kupcy - obcokrajowcy mieli obowiązek zatrzymywać się na określony czas w tym miejscu i sprzedawać kupcom zajmującym kramy, sukno - bez możliwości sprzedawania go bezpośrednio mieszkańcom.
 
Żeby uniezależnić handel od pogody, na poczatku XIV wieku kramy zadaszono. Powstala hala targowa, oblebiona z zewnątrz jatkami i kramami innych kategorii.
 
Kazimierz Wielki w 1342 r. stwierdza: "Ktokolwiek z gości przywiezie sukno, ten nie może pierwej sprzedawać go innym gościom jak w czasie jarmarku i nie mniej jak sześć oistawów flandryjskich. Nie może sprzedawać gdzie inedziej tylko w kramach sukiennych i tylko kupcom sukiennym w kramach siedzącym. Od tego wolną jest szlachta. Obcemu gościowi nie wolno sprzedawać cudzego towaru tylko własny, ktory przywiozł do Sukiennic".
 
Ulica była zamykana na noc, by wozy z towarem były bezpieczne.
 
W 1380 - 1400 przebudowano Sukiennice ozdabiając je, kryjąc dachem z gontem. Do hali prowadziły dwie bramy na krótszych bokach budowli, a w środku odbywał się dwukierunkowy ruch wozów i pieszych.
 
W 1555 pożar na Rynku zniszczył Sukiennice, odbudowane następnie na renesansowo. Zadanie powierzono architektowi z Padwy Janowi il Mosca przezywanego "Padovana". Nad halą wybudował pomieszczenia, do których prowadziły klatki na krótszych bokach Sukiennic - i tam handlowali rzemieślnicy nie mający kramów (prawo do kramu dziedziczyło się).
 
Dach został schowany za murem ogniowym, tzw. naddaszem, na ktorego szczycie pojawil się "grzebień" z MASZKARONAMI. To słynne, wykrzywione, ludzko - zwierzęce głowy.
 
W 1601 roku trzeba było usprawnić wzrastający ruch - i wykonano poprzeczne przejście przez Sukiennice ze wschodu na zachód, czyli od Siennej do Szewskiej.
 
Kraków podupadł, a jak na poczatku XIX wieku przystąpiono do porządkowania Rynku, wyburzono "za dużo" w tym gmach ratusza i wagę miejską. Została wieża ratuszowa, Kościoł św Wojciecha i zrujnowane Sukiennice, które też planowano wyburzyć. Udało się je zachować, ale znów plan był taki, by umieścić tam Sejm, Senat, Giełdę kupiecką, władze gminne, izbę handlową, archiwa itd. To wiązało by się z całkowitą zmianą charakteru architektonicznego budowli. Pierwszy prezydent Krakowa Józef Dietl w 1869 roku zdecydował jednak zachować funkcję handlową, a piętro przeznaczyć na reprezentacyjne sale wladz miasta.
 
Podłużna budowla zmieniła charakter przez przełamanie jej ryzalitami, czyli wysuniętymi do przodu częściami budynku nad bramami poprzecznymi w środku budowli. Tamtędy architekt Tomasz Pryliński puścił klatki schodowe wiodące na I piętro. A attyki ozdobiono tradycyjnie już, maszkaronami. Są one karykaturami prezydentów miasta.
 
Dobudowano też podcienia, nawiązując do gotyckiej częsci budowli. Kawiarnie i sklepy na zewnątrz zostału otwarte od strony Rynku, a wewnątrzne wejścia zamurowano, natomiast w środku ustawiono kramy z drobnym handlem - pamiątkarskim.
 
____________
korzystałam z książeczki Leszka Ludwikowskiego "Sukiennice", Warszawa 1978 r., s. 5-9  
 
 
 
 

piątek, 13 czerwca 2014

Słup ogłoszeniowy

(PL)

W Krakowie są także martwe budynki. Choć ten, o którym piszę nie tyle umarł, co zdecydowanie zmienił swoje życie: hotel, który stał się największym w mieście słupem ogłoszeniowym.
 
Hotel Forum mógłby być wizytowką Krakowa: stoi naprzeciwko Wawelu, po drugiej stronie Wisły. Dwadzieścia pięć lat temu to był jeden z najnowocześniejszych budynkow w Krakowie i tętnił życiem. Aż do zamknięcia 9 listopada 2002 r. Przyczyna: wady konstrukcyjne wynikające z nasiąkania fundamentów i zalewania piwnic przez wody płynące obok Wisły. Teraz, od strony Wisły zwykle jest zasłonięty gigantycznymi banerami reklamowymi, a od zaplecza wiedzie inne życie: na piętrach puste i brudne okna. Na parterze kilka placowek handlowych, w piwnicach laserowy paintball i bilardy. Na parkingu hotelowym - tor gogartowy.
 
Ogłoszono przetarg i w szranki stanęło czterech deweloperów. Był rok 2004 i oczywiście nie chodziło o budynek, ale o cztery hektary genialnie położonej ziemii. Spółka Wawel Imos przygotowała koncepcję architektoniczno - urbanistyczną. Wydano decyzję o domowie ustalenia warunków zabudowy. Argumentem był m.in. fakt, że ten teren jest pod ochroną UNESCO. Jednak wątpliwości dziennikarzy budziło, że deweloperzy budyjący obok apartamentowce szybko dostali decyzje pozytywne i nie zostali objęci planem zagospodarowania przestrzennego dla bulwarow nadwiślańskich. Podjęto decyzję o przystąpieniu do opracowania takiego planu w 2007 roku.
 
Powyższa relacja pochodzi z 2009 r. (1)
 
Budynek nadal tam stoi, jak stał. Tylko reklamy się zmieniają.
c.d.n.
 
______
(1) Pisał o tym Tomasz Gawiński, w numerze 47 "Agory" z 22 listopada 2009 roku, s. 24
 

piątek, 23 maja 2014

Zaczarowany koń / Enchanted horse / Betoverde paard


(PL)

Dorożki lub inne konne pojazdy są popularne w różnych miastach, jako atrakcje turystyczne. Lecz w Krakowie był dorożkarz, który mówił wierszem. I miał swojego poetę, ktory tylko z nim jeździł, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Wszak wtedy dorożki były zwyczajnym transportem z taryfą miejską, pozamiejską i nocną. Początkowo wszystkie były dwukonne. Potem od 1857 roku zmieniły się w ramach oszczędności jednokonne, tzw. "cypcerówki", od nazwiska Józefa Cypcera - właściciela przedsiębiorstwa przewozowego. Ruch dorożkarski rozwijał się, więc Rada Miasta musiała wydać w tych latach przepisy drogowe dla pojazdów konnych, m.in. zabraniające wyścigów po ulicach miasta. Ten dorożkarz nazywał się Jan Koczara (zmarł 22 stycznia 1980 r.). Jego syn także był dorożkarzem. A dorożka zderzyła się z samochodem w 1985 r. i odtąd już ta 6-ka nie jeździ. (1)

A Gałczyński pisał tak:

„…Przystanęliśmy pod domem „Pod Murzynami”
(ech, dużo bym dał za ten dom)
I nagle: patrzcie: tak jak było w telegramie:
Przed samymi, uważacie, Sukiennicami

ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ

(…)

zawsze będzie w każdym mieście,
zawsze będzie choćby jedna,
choćby nie wiem jaka biedna:

ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKAR Z
ZACZAROWANY KOŃ” (2)

 

_______

(1) cytowane za portalem „Magiczny Kraków”

(2) Konstanty Ildefons Gałczyński, „Zaczarowana dorożka” 1946, „Wiersze”, wydawnictwo Czytelnik 1956 r., s. 218 i 220

czwartek, 8 maja 2014

Nocna kiełbasa / Night sausage / Nach worst


(PL)

Pojawiają się około 19.00 albo później.  Samochód dostawczy, przed nim prostokątna wanienka pod rożen, na kilkanaście kiełbas na raz. Menu wąskie, acz specjalistyczne: kiełbasa, bułka, musztarda.  Można wybrać zestaw z oranżadą lub bez. Nikt nie grymasi, że nie ma na przykład piwa. Wielu oranżada pachnie sentymentalnie przyjemną stroną przeszłości. Tą, kiedy za komuny z radością chłeptało się, jako dziecko, czerwoną czy żółtą oranżadę z butelki czy woreczka. 

To jest miejsce pod Halą Targową na Grzegórzkach, gdzie w dzień normalnie toczy się życie, handlują kioski, budki i sklepy, a przez wiadukt górujący nad placem pędzą pociągi. Wieczorem to wszystko cichnie, zwija się i gaśnie. Zjeżdżają się Krakowianie na kiełbaskę. Widać ten dostawczak z daleka, czasem ognia trochę błyśnie. Stoi się w kolejce, która liczy sobie i po kilkanaście osób, potem stoi się przy stoliku obok i się je w milczeniu, czasem ciasno, ramię w ramię. Niektórzy biesiadują koło swoich samochodów, kładąc tacki na masce, żeby pokroić kiełbasę. Inni odgryzają po kawałku nadzianej na widelec, bez obciachu.

W Rynku Głównym i na Kazimierzu pełno knajp, ale niektórzy tam już nie zdążyli, zmęczeni po pracy, siłowni, po spotkaniach. A niektórzy mają ochotę nie tylko na ten smak tutaj, ale mają chęć znaleźć się w środku obrazka, na środku placu pod Halą, w przypadkowym właściwie, nieistniejącym na mapie turystycznej miasta, miejscu. Mieszkaniec Krakowa, nawet jak tamtędy tylko przejeżdża nie zatrzymując się na jedzenie, to odruchowo popatrzy, czy sprzedawacy kiełbasek są? Są!

A jeśli ich nie ma, to dlaczego? Za wcześnie? Mają urlop? Krakowianie lubią to, że oni tam stoją wiecznie i te kiełbaski pieką, bo to jest dla wtajemniczonych. I do trzeciej w nocy. Jeśli pomyśleć, gdzie się zebrało trochę ludzi w Krakowie nocą, to na pewno znajdzie się kogoś w Rynku Głownym i parę postaci tam, maczających chleb w musztardzie.

Jeśli zajrzycie tam jako turyści, patrzcie z daleka. Przyjrzyjcie się tak, jak się przygląda legendzie, która się dzieje "tu i teraz" i o której wnuki waszych krakowskich rówieśników kiedyś sobie opowiadać będą… że były takie pieczone kiełbaski pod Halą Targową na Grzegórzkach…

środa, 23 kwietnia 2014

Kamienny pies / Stone dog / Steen hond

(PL, EN)

Pewien człowiek miał psa, zwykłego mieszańca. Podczas ktoregoś wspolnego spaceru, człowiek ów dostał zawału i upadł na chodnik. To było w okolicy Mostu Grunwaldzkiego. Zabrało go pogotowie, a  pies został i czekał.

Rok.

Czlowiek umarł. Krakowianie dokarmiali go, obserwowali, stopniowo powstawała legenda. To było na koniec XX wieku, psa już nie ma, ale… jednak jest. Stoi nad Wisłą, wyrzeźbiony przez Broniława Chromego. Tego samego, który wyrzeźbił smoka Wawelskiego, zionącego prawdziwym ogniem nieopodal. (I słynne mrówki, z kamiennymi odwłokami).
Rzeźbę psa najpierw pomyślano, obdyskutowano, nawet z kłótniami: stawiać czy nie stawiać. Aktorzy, piosenkarze zaangażowali się po stronie Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad zwierzętami, które mówiło: stawiać!
Pies siedzi nad Wisłą. Dziwi tylko fakt, że siedzi w ludzkiej dłoni. Jakby to o opiekuńczość człowieka chodziło, a nie o wierność psa. Ja bym usunęła tę rękę. Niechby siedział sam. Tak jak wtedy, kiedy czekał.

*


Some man had a dog, plain crosbreed. Once, during having a walk with a dog, the man got a heart attack and fell down a sidewalk. It was close to the Grunwaldzki Bridge. The ambulanse took him to the hospital. The dog stayed there and was waiting.

He was waiting for one year.  

The Man died. Cracowians fed a dog, they were observing him and the legend of The Waiting Dog was growing. They also named him “Dżok”. It was the end of XX century, the dog died, but… he still exists. He stands by the river Wistula, sculpted by Bronisław Chromy. The same sculptor who created the Wawel’s Dragon that breathes real fire, close to this place (and famous ants with stone abdomens)

The sculpture „Dżok” first were discussed, some rows even happened about the issue: put it by the river or not. Actors, singers were engaged on the part of Cracow Pet Care Association, that was saing: yes! for “Dżok”.

Dżok sits by the river. The only surprising thing is that he sits in man’s hand. As if it was about human’s caregiving, bot about dog’s fidelity.  I would have removed this hand. He should have sat alone. Such as when he was waiting.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Doskonałe jedzenie za wielką szybą / Perfect food behind a big window / Perfekt eten achter het groote glas


(PL, EN, NL)

Jest takie jedno miejsce do którego mam wielokrotny sentyment.

Po pierwsze dlatego, że ma ogromną ścianę z szyby, z widokiem na Planty (park otaczający Stare Miasto)

Po drugie dlatego, że jak pierwszy raz tam przyszłam, to patrząc na ceny, nie obiecywałam sobie zbyt wiele. Tymczasem… do dziś mnie zaskakują. Jeszcze nie spróbowałam całego menu, ale jak dotąd, każde danie śniadaniowe (naleśnik z serem, tak puszystym, słodkim twarożkiem, że się może śnić nad ranem, przed śniadaniemJ) jak i obiadowe (moim faworytem są pierogi z soczewicą) było dla mnie zaskoczeniem: było o poziom albo dwa lepsze, niż się spodziewałam, nawet już wtedy, gdy wiedziałam, że tam szanują jakość dań.

Po trzecie dlatego, że to budynek NOT-u, a krzesła, nawiązując do historii tego miejsca, są ilustrowane rysunkami kreślarskimi. Jakby człowiek ocierał się o dawną pracownię architektoniczną…

Po czwarte dlatego, że na ścianie jest umieszczona półka z książkami. Nie wiem, czy biorą udział w bookcrossingu (www.bookcrossing.pl), czy to tylko element stałego designu. Jednak wkrótce pójdę  się dowiedzieć, dla Was i dla siebie, czy można tam buszować i bookcrossingować.
 
 
*
There is a place that I feel “multiplied” sentiment toward it.
First, because there is a huge wall of glass in this place, with view on Planty (the park that surrounds the Old City).
Second, because when I fist came in and read menu and prices I didn't expect much. Meanwhile... they still surprise me. I have not tasted the whole menu yet, but so far every breakfast (a panecake with cottage cheese, light as a cloud, like a sweet dream in the morning, just before a breakfast) and every lunch (my favoritte meal is dumplings with lentils - sounds strange? Just taste it!) were surprice for my: it was one or two classes beter than I had expected. Even then when I had already knew they cared of the quality of meals.

Third, because it is NOT building (Chief Thechnical Organization) and the chairs, corresponding with the history of the place, have been illustrated with technical drawings. It is like touching the atmosphere of oldfashioned architectural office...

Forth, because the shelf full of books hangs on the wall. I do not know whether they take part in bookcrosing action (
www.bookcrossing.com), or  it is a part of design. Soon I will go and ask, for You and me, whether it is possible to romp among the books and exchange the books also.

I recommend: 
www.smakolyki.eu 

*

Het is zo'n plek waarbij ik meerdere positieve gevoelens heb.

Ten eerste omdat je naar buiten kijkt door een enorm groot glazen venster als naar een theater scene. Op het podium, net voor je ogen, paraderen allerlei figuren, de achtergrond is groen - Planty - het park, dat de Oude Stad omringt.

Ten tweede omdat de prijzen me nog steeds verbazen. Ze beloven geen top kwaliteit maar niets is minder waar. Ik heb nog lang niet alle menu keuzes uitgeprobeerd, maar tot nu toe geeft elk ontbijt of lunch gerecht me een aangename verassing. Over de pannenkoeken met luchtige zoete kwark droom ik lang voor mijn ontbijt. Tot mijn favoriete lunch gerecht behoort ravioli gevuld met linzen. Klinkt vreemd? Proef maar een keertje!

Ten derde omdat het restaurant zich in het voormalige NOT (vereniging van technici) gebouw bevindt. De stoelen zijn versierd met technische tekeningen die verwijzen naar de geschiedenis van deze plek. Je schurkt tegen de nostalgische sfeer aan van oude architecten bureaus uit de tijden waarin het tekenwerk nog handmatig uitgevoerd werd.

Ten vierde omdat op de muur een boekenplank is geplaatst. Ik weet niet of ze meedoen met bookcrossing of dat het alleen een vast design element is, maar ik ga daar naar vragen, voor mijzelf en ook voor jullie.

Kennen jullie die actie in Nederland? (www.bookcrossing.nl).
 
Mijn advies: www.smakolyki.eu